Wywiad z Panem Wojciechem Frelichowskim, zastępcą redaktora naczelnego „Głosu Pomorza”.
-Witamy serdecznie naszych czytelników. Co zmotywowało Pana do pracy dziennikarskiej?
-Dzień dobry. To był przypadek, chociaż powiem Wam, że jedną z najbardziej nielubianych przeze mnie rzeczy w szkole podstawowej było pisanie wypracowań. Z polskiego szło mi nieźle, choć lepszy byłem zawsze z historii. Dobrze mi szła ortografia. Nie miałem z tym większego problemu. Jednak kiedy wszedłem już w dorosłe życie (jestem z wykształcenia nauczycielem), to wówczas przez przypadek kolega ze studiów powiedział mi, że w redakcji, w której pracuje, poszukują dziennikarzy, i zapytał, czy nie chciałbym do niego dołączyć. Byłem wtedy świeżo po studiach i postanowiłem spróbować swoich sił. I tak mniej więcej od trzydziestu lat działam już jako dziennikarz. W szkole podstawowej tworzyliśmy gazetkę ścienną. Robiliśmy tam różne wystawki, informacje, relacje, zdjęcia.
-Jakie było najciekawsze wydarzenie, w którym Pan uczestniczył?
-Trudno mi teraz powiedzieć, gdyż podczas mojej wieloletniej pracy zebrało się tego dosyć sporo… Jednym z ciekawszych dla mnie doświadczeń było spotkanie z Lechem Wałęsą w Słupsku, kiedy był jeszcze Prezydentem Polski. Odbyło się wtedy z nim spotkanie dla dziennikarzy w słupskim oddziale radia Koszalin. Miałem tam możliwość zadawania mu pytań. Mam wielki szacunek dla Pana Wałęsy za jego działalność wcześniejszą, kiedy doprowadził do tego, że Polska stała się krajem wolnym. Spotkanie było również ciekawym doświadczeniem z tego względu, że sam Pan Wałęsa jest osobą bardzo barwną.
-Praca redaktora to był plan B, czy od zawsze plan A?
-To nie był plan A, ani plan B, to był plan C 😉 Pracowałem w zawodzie nauczyciela historii przez kilka miesięcy. Byłem wychowawcą w ośrodku dla dzieci głuchych w Sławnie, i wówczas trochę mi te dojazdy utrudniały życie, dlatego więc postanowiłem spróbować czegoś innego; pracy na miejscu.
-Dlaczego zdecydował się Pan na pracę w redakcji?
-To, tak jak mówiłem, był przypadek, jednak ogromnie mnie to wciągnęło. Stwierdziłem, że jest to interesująca praca. Codziennie jakieś inne zadanie, każdego dnia można spotkać się z innymi ludźmi… Poza tym świadomość, że moja praca jest w jakiś sposób użyteczna – że ktoś coś wyniesie z mojego artykułu.
-W jakich gazetach pracował Pan przez te 30 lat?
-Najpierw to była „Gazeta Wyborcza”, „Głos Pomorza”, ale zupełnie inny niż teraz. Pracowałem też w „Gazecie Motoryzacyjnej”, i teraz znów w „GP” – jest to obecnie wydawnictwo połączone z Internetem.
-Jaka była najciekawsza historia, o której Pan pisał?
-W latach 90-tych w Słupsku miało miejsce nieprzyjemne zdarzenie, kiedy chłopiec (trochę starszy od Was) po meczu koszykówki stracił życie. Wybuchły wtedy zamieszki pomiędzy kibicami a policją, atmosfera była bardzo niepokojąca. Uczestniczyłem i opisywałem te starcia. Było to dramatyczne wydarzenie, które trwało kilka dni. Niezwykle mi to zapadło w pamięć.
-Jaką miał Pan największą wpadkę w swoim zawodowym życiu?
-Ktoś mi kiedyś przyniósł w teczce wycinki z przesłuchań policyjnych lub sądowych, gdzie padały śmieszne odpowiedzi na pytania policjanta bądź sędziego. Ludzie, którzy przyszli do komisariatu policji lub zostali wezwani do sądu, odpowiadali w bardzo zabawny i jednocześnie absurdalny sposób. No więc utworzyłem z tego artykuł mówiący właśnie o tych zabawnych wypowiedziach. I potem się okazało, że te kartki zostały skopiowane z jakiegoś innego artykułu. To jest tzw.plagiat. Tyle, że ja nie wziąłem tego z wydawnictwa, gdzie to zostało skompletowane, tylko po prostu ktoś mi przyniósł mówiąc, że są to autentyczne wyciągi z sądowych przesłuchań. No więc była to moja wpadka polegająca na tym, że ja tego nie skonfrontowałem. Aczkolwiek byłoby to bardzo skomplikowane, wręcz nie do wykonania. Pamiętam tę wpadkę do dziś, i dlatego od tamtej chwili staram się wszystko, co do mnie trafia, dokładnie weryfikować.
-Ile gazet Pan wypuścił w swojej pracy dziennikarza?
-Trudno byłoby mi to zliczyć, ale są to na pewno dziesiątki tysięcy. „Głos Pomorza” jest dziennikiem – w tygodniu ukazuje się jego sześć wydań, a ja tam pracuję około osiemnaście lat.
-Jakie są plusy i minusy pracy redaktora?
-Plus jest taki, że odpowiadam za pracę redakcji, więc ja przydzielam i akceptuję zadania dla zawodowych dziennikarzy. Mam jakiś wpływ na to, co robimy danego dnia. Każdy dzień wygląda tak, że rano zbiera się tzw.kolegium redakcyjne – spotykamy się przy stoliku i dyskutujemy, jakie dzisiaj mamy tematy do zrealizowania, co dziś wydarzy się w Słupsku i okolicach, np. odsłonięcie muralu, konferencja u Pani Prezydent czy akademia w teatrze. Ten wpływ na to, jak powstaje pismo, daje mi satysfakcję, jak również to, że mam zgrany zespół ludzi, którymi kieruję. Minusy natomiast są takie, że praca ta zabiera sporo czasu. Jestem także odpowiedzialny za to, co zostanie napisane. Jeśli powstanie jakiś błąd, czy informacja okaże się nierzetelna bądź mało skrupulatna, to ja za to odpowiadam. Czytelnicy zgłaszają problem wtedy do mnie, a nie do dziennikarzy. To tak jak w szkole – za jej działalność odpowiada Dyrektor. No i jest trochę stresu przy tym wszystkim, bo gazeta wychodzi codziennie i musi się coś ukazać, nie mogą być to białe, czyste kartki 😉 Dokładamy wszelkich starań, by materiały były interesujące i użyteczne.
-Jakby praca w roli redaktora prasowego nie istniała, to jaka byłaby ta właściwa?
-Jestem z zawodu nauczycielem. Pewnie nadal byłbym nim, ale życie potoczyło się inaczej. Wtedy zaczął się niż demograficzny i nie było to proste, by znaleźć pracę w szkole. Jak opuszczałem szkołę podstawową, to chciałem iść do technikum samochodowego – myślałem, by zostać mechanikiem, interesowały mnie samochody i naprawianie ich. Niestety, kiedy skończyłem podstawówkę, to wtedy technikum samochodowe w Słupsku zostało zlikwidowane i zostało tylko technikum trzyletnie dla osób pracujących. Poszedłem więc do liceum ogólnokształcącego.
-Co należy zrobić, żeby napisać dobry artykuł?
-Przede wszystkim należy mieć dobry temat, który jest ważny i interesujący. Poza tym tekst musi być napisany elokwentnie. Ważne jest, jak dziennikarz potrafi przelać swoje myśli na papier. Czy będzie łatwy do przeczytania i do przyswojenia. Tekst powinien mieć cechy, które pozwolą czytelnikowi na łatwe zrozumienie i przyswojenie. Muszą być też wyważone proporcje. To też zależy, do jakiej gazety piszemy. Tekst nie może być za długi, bo gazety nie mają zbyt wiele miejsca.
-Czy stresuje się Pan podczas pisania gazety?
-Pewnie, że tak! Myślę, że zawsze, jeśli chcemy zrobić coś dobrze, odrobinę się stresujemy. Ja też do Was dziś przyjechałem z pewnym stresem, bo jednak co innego wykonywać codziennie daną pracę, a co innego opowiedzieć o tym przed audytorium. Zdawałem też sobie sprawę, że będziecie mieli do mnie pytania.
-Ile Pan pije kaw w pracy?
-Jedną, ale mocną. Jest to espresso wypijane około południa. Więcej nie potrzebuję.
-Co Pan lubi robić w wolnej chwili?
-Bardzo lubię czytać książki historyczne, ale nie tylko. Czytam też książki popularnonaukowe, które opowiadają w sposób przystępny o zagadnieniach naukowych. Jeżdżę na rowerze, uwielbiam także podróże. Bardzo lubię zwiedzać zabytki.
-Bardzo dziękujemy za rozmowę.
-Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich uczniów Waszej szkoły. Do rychłego zobaczenia 😊



